piątek, 8 maja 2015
---sen---
Wyłoniłaś się zza gór. W świetle wschodzącego słońca powoli sunęłaś przed siebie. Twoje gładkie dłonie ściskały mocno lśniącą jak kryształ siwą sierść wierzchowca. Bicie serca niosło się po okolicy jak tętent kopyt galopującego stada. Szum drzew tłumił tę melodię, łagodnie budząc uśpioną naturę do życia. Promienie bawiły się w chowanego, szukając schronienia w jasnych włosach. Bystre spojrzenie przemierzało okolicę, dopatrując się w niej szczerości i prawdy. Zieleń traw kładła ci się do stóp, oddając cześć nowemu stworzeniu. Z każdym krokiem muzyka narastała, czyniąc twoje wejście w ten świat jakimś magicznym i wyjątkowym. Przeklętej harmonii nie zakłócało praktycznie nic. Tylko ty sama.
Uśpione miasteczko, spoglądało na ciebie zza przymkniętych powiek, mrużąc oczy przed jaśniejącym słońcem. Otulało się kołdrą, odgradzało od promieniejącego cudu, nie chcąc poznać jego uroków. Zasłaniało się poduszkami. Opatulało pierzyną, budując swego rodzaju tarczę chroniącą ich zaspane umysły przed falą świeżości. Przed podmuchem nowego dnia. Przed zapachem wyzwań i trudów. Kryło się w norach i dziuplach, uciekając. Odwracając się plecami od cudu stworzenia. Nie chciało poznać jego sekretów. Nie przyglądało się małym istotom budzącym się o wschodzie do życia. Nie znało słońca, a słońce nie znało ich. I nie miało zamiaru ich poznawać. Nie robiło niczego wbrew ich woli. Nie odsłaniało tajemnic nikomu, kto na to nie zasługiwał. A oni z pewnością nie zasługiwali.
Poszarpane szaty kładły się na ziemi, odsłaniając kolejne fragmenty twojego poharatanego ciała. Wszystko żyło tu w zgodzie. Wyróżniałaś się, jednak w jakiś sposób pasowałaś tam idealnie. Wojownik, stojący na straży słonecznego rydwanu. Przegrany duch. Wróciwszy z tarczą z ogromnej bitwy, w której poległ. Zwycięzca mimo porażki. Komandos równowagi i chaosu. Z włócznią przemierzający nieboskłon przy boku Heliosa. Wywyższony nad wszystkich wywyższonych przyziemnych. Jednak nikomu nieznany. Nieoszlifowany diament zamknięty w grocie. Zamknięty w otwartej grocie. Zbyt oczywisty do znalezienia. Zbyt prosty, by ktokolwiek chciał go tam szukać. Podany chętnym na tacy. Niedostrzegany przez nich wszystkich. Dostrzegany przez wyróżnionych.
Ptak zbudzony o świcie. Niespokojny. Poderwany do lotu z ważnych powodów. Zmuszony do konieczności wczesnego spojrzenia na świat. Jego niewielkie pazurki wpijały się w twoje ramię, szpecąc jeszcze bardziej poranioną skórę. Uodporniona na ból. Stabilna. Jak skała... Wewnętrznie krucha jak ta drobna istota. Trzepocząca bezradnie skrzydłami. Kryjąca dziób w piórkach. Uciekająca od rzeczywistości do własnego świata. Melodii własnego serca, wygrywanej przez otaczającą naturę. Zatracona w muzyce. Lunatyczka z własnego snu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)